Zgodnie z przepisem na sukę w ciąży zmieniamy karmę na szczeniaczkową i chodzimy na długie spacery. Co prawda zoopsychologia prenatalna jest jeszcze całkiem w powijakach, ale wierząc, że wszystko co robi przyszła mama ma wpływ na potomstwo, będziemy ćwiczyć posłuszeństwo. Na pierwszy ogień poszło ładne sportowe chodzenie przy nodze. Przerabiamy kurs plucia i łapania, tzn. ja ćwiczę plucie ćwiartką Frolica, a Achaja łapanie. Ponieważ poruszamy się trochę wolniej niż zwykle, idzie nam coraz lepiej.
Mówią, żeby nie solić jedzenia dla psów – czemu Froliki są takie słone???? 😉
Pierwsze USG
Grudzień: czy to się udało?
Spoglądam na Achaję i widzę wielki znak zapytania. Achaja dużo śpi (ale robiła tak zwykle w okresie pocieczkowym), a mokro-dżdżysta pogoda również mnie zniechęca do większych wycieczek. Problem – ile hovawartów mamy pod wigilijnym stołem? – pozostaje nierozwiązany.
Przed samym Sylwestrem wpadamy do naszej (ulubionej) pani wet. Pani mówi – „Taka chuda? Nie chce straszyć ale…” -. Umawiamy się na USG za kilka dni.
Reportaż z randki
Listopad: długie czekanie
Długie czekanie na cieczkę. Potem wymaz pierwszy, drugi trzeci – już! Ale czy na pewno??? Oprócz obrazu pod mikroskopem nic nie wskazuje na to, że ten najwłaściwszy dzień jest tuż tuż… Szybka decyzja – jedziemy do Poznania sprawdzić progesteron. I przy okazji wymaz oczywiście. I tak jeszcze przez 2 kolejne dni. I … już!!!! Czy na pewno???
Jedziemy!




